Projektowanie przestrzeni publicznych na listopad i luty
Listopad i luty nie sprzyjają aktywnościom w przestrzeni publicznej. Zwykle są ciemne, zimne, wietrzne i mokre. Czy to oznacza, że powinniśmy pogodzić się z myślą, o pozostaniu w środku? A może są sposoby na zmianę tego podejścia?
Wyjątkowo mroźna i śnieżna – jak na obecne warunki – zima sprzyjała niespotykanym aktywnościom w przestrzeni publicznej. Takim jak spacerowanie po skutej lodem rzece. Na początku roku polskie media obiegły zdjęcia mieszkańców Gdańska spacerujących po zamarzniętej Motławie. W słoneczne styczniowe dni gdańszczanie chodzili i jeździli na łyżwach po pokrytej lodem rzece w zabytkowym centrum miasta. Na fotografiach i filmach z dronów, przypominających płótna holenderskich mistrzów, atmosfera jest radosna i ma coś z karnawału, czasu odwróconego porządku. Ludzie śmiało wchodzą na lodową taflę, zamiast trzymać się brzegu. Przechodzą pod mostami, zamiast po nich. Dotykają kadłubów unieruchomionych statków od tej zwykle niedostępnej strony. Cieszą się ze zmienionej perspektywy na miasto, na co dzień znanej tylko kajakarzom i łabędziom.
Jednocześnie trudno zapomnieć, że na następną taką zimę, kiedyś zwyczajną, może będzie trzeba czekać wiele lat. Dziś listopad i luty kojarzą się nam przede wszystkim z okresem pluchy. Podczas codziennej drogi do pracy, widzimy, jak przekłada się to na nasze sposoby korzystania z miast. Byle mżawka skutkuje zwiększeniem ruchu samochodowego, korkami i natychmiastowym spadkiem jakości powietrza w mieście. Kiedy tylko zaczyna padać, Polacy przesiadają się do aut, jakby deszcz był zagrożeniem dla ich zdrowia. Niechętnie korzystamy z przestrzeni publicznej w tym okresie, a jeśli naprawdę musimy gdzieś wyjść, wolimy pojechać tam samochodem. Dlatego właśnie jako projektanci parków mierzymy się z wygórowanymi wymaganiami dotyczącymi wielkości towarzyszących im parkingów: nawet na spacery jeździmy autem! A zimowe przyzwyczajenia potrafią zostać z nami często na dłużej.
Zatrzymuje nas deszcz, błoto i lód
Trzeba jednak przyznać, że niechęć do wychodzenia w czasie deszczu nie jest tylko naszą polską osobliwością. To powszechne zachowanie wśród mieszkańców strefy klimatu kontynentalnego, wilgotnego – na przykład południowej Szwecji czy południowej Kanady, którzy unikają deszczu bardziej niż ich żyjący na północy rodacy. Jak wynika z przeprowadzonych tam badań, największymi barierami wpływającymi na sposób korzystania z przestrzeni publicznej są – poza deszczem – błoto pośniegowe i oblodzone chodniki. Nie bez znaczenia jest także szybko zapadający zmrok.
Co zaś sprawia, że chcemy korzystać z przestrzeni publicznej? Wyniki badań nie zaskakują. Na czele stawki są słoneczna pogoda, opady śniegu i powierzchnie pokryte śniegiem. Dokładnie takie warunki, jakie widzieliśmy na obrazkach z Gdańska. Co ciekawe, na decyzję o wyjściu z domu, niewielki wpływ mają zimno i wiatr. Jak zwracają uwagę badacze, temperatura odczuwalna jest bardzo subiektywnie, zależy nie tylko od ubioru i aktywności fizycznej, ale też nastawienia, doświadczeń czy poczucia kontroli. Dla wielu z nas nie ma czegoś takiego jak zła pogoda (przeszkodą może być tylko niewłaściwy ubiór). Natomiast pokrywa śnieżna, z racji wysokiej refleksyjności, rozjaśnia przestrzeń i dodatkowo pozytywnie wpływa na jej odbiór.