Justyna Dziedziejko
Pracując z nieużytkami miejskimi, obserwuję fenomen samoregulującej się natury. Fascynuje mnie jej niezależność, witalność i odporność - mówi w rozmowie z Aleksandrą Czupkiewicz Justyna Dziedziejko [W WYDANIU CYFROWYM DŁUŻSZA WERSJA WYWIADU].
Opisując Park Akcji „Burza” (jedyną polską realizację na shortliście nominowanych do nagrody im. Miesa van der Rohe 2026, uhonorowaną Grand Prix konkursu ŻYCIE W ARCHITEKTURZE – przyp. red.), zwracacie uwagę na zmianę paradygmatu estetyzacji miejskiej przyrody na rzecz eksponowania jej autentyczności. Efekt Instagrama czy Pinteresta sprawia, że we współcześnie projektowane krajobrazy próbuje się przeszczepiać rozwiązania np. z innej szerokości geograficznej, którym w danym miejscu brakuje logiki. Jak i kiedy zawalczyć zatem o autentyczność?
Autentyczność projektu oznacza wpisanie go w szeroko rozumiany kontekst przyrodniczy, geograficzny, społeczny, architektoniczny... To znalezienie indywidualnej narracji dla każdego projektu, stworzenie bazy, na podstawie której będą podejmowane kolejne decyzje. Pytanie sugeruje, że jest to zadanie specjalne projektanta, tymczasem takie podejście powinno dotyczyć każdego procesu. Autentyczność wiąże projekt z miejscem. Zawsze zaczynamy pracę od poznania działki. Wizja lokalna pomaga nam w określeniu pierwszych priorytetów, odpowiedzi na pytanie, jak przyszły projekt będzie wpisywać się w sąsiedztwo, które cechy działki są najważniejsze. Potem zaczynamy drążyć głębiej, analizujemy historię miejsca, jego symbolikę – poszukujemy warstwy znaczeniowej przyszłego projektu. Zapraszamy również specjalistów z różnych dziedzin przyrodniczych lub specjalistów technologii. Spotkania i rozmowy z nimi pomagają nam zmienić punkt widzenia, wyjść ze strefy komfortu. Wszystkie te dane hierarchizujemy. Krajobrazy rozpoznawane są przez przemieszczających się odbiorców, których wrażenia podobne są do sekwencji scen filmu. Projekt to rodzaj storyboardu – określa sekwencje, widoki, plany, spojrzenia o krótszej oraz dłuższej głębi. Projekt krajobrazu to również element istniejących procesów przyrodniczych – transferów wymiany żywej i martwej natury. Dla mnie ważne jest, aby pamiętać o tej złożoności.
Mówisz o budowaniu narracji za pomocą sekwencji widoków i storyboardu, a projektanci często ograniczają się do rysunku rzutu. Mogą na to wpływać ograniczone fundusze i czas przeznaczone na projekt krajobrazu, a także forma, w której przyjęło się składać wnioski do urzędów, choćby w zakresie wycinek czy nowych nasadzeń. Czasem mam wrażenie, że produkuje się krajobrazy mocno zgeometryzowane.
Nie można projektować krajobrazu tylko jako grafiki rzutu. Jest to pojęcie przestrzenne, trójwymiarowe, bardzo mocno powiązane z czasem i zmiennością. W książce z 1923 roku W stronę architektury Le Corbusier pisał, że rzut jest generatorem i pokazuje mnóstwo relacji przestrzennych. Bardzo lubię to podejście, ale zakładam, że w projektowanym krajobrazie dopuszczalne, a może nawet pożądane, są swoboda, lekkość, przypadkowość. Te cechy upodabniają go do natury. Wydaje mi się, że wciąż najpiękniejszym odniesieniem w projektowaniu krajobrazu są po prostu naturalne pejzaże i to z nich powinniśmy czerpać inspirację. Projektowanie w ścisłym kontekście budynków może polegać na konieczności stworzenia miejsca od nowa. Często mamy do czynienia z rozległymi powierzchniami stropodachów, przestrzenią całkowicie zdegradowaną, nieposiadającą naturalnych elementów. W naszym biurze, w takich sytuacjach często posługujemy się opracowaną w Chinach, w traktacie Sakuteiki z XI wieku, techniką shakkei, czyli metodą zapożyczonej scenerii. Polega ona na tym, że wybrany pierwowzór należy przeanalizować, określić jego główne elementy geometrii i struktury, zwrócić uwagę na charakterystyczne części oraz materiały, a następnie umiejętnie powtórzyć te cechy w projektowanym miejscu. Sztucznie tworzone krajobrazy powinny odtwarzać nie tylko wizualne cechy natury, ale również logikę dynamiki zmian – np. jeśli woda płynie, to porywa ze sobą drobne elementy podłoża, a te zaczynają gromadzić się w jakimś punkcie. To właśnie te niuanse wynikające z pierwotnej obserwacji natury są najważniejsze.
Francuzi mają w swoich miastach wiele placyków, często trójkątnych, Nowojorczycy parki kieszonkowe. Co jest charakterystyczne dla polskiego krajobrazu miast?
Dla mnie cechą charakterystyczną jest rozproszenie i duża ilość zieleni. W dobie badań odporności miast na niekorzystne zmiany klimatu brak zwartej struktury staje się szansą. Pracując z nieużytkami miejskimi, obserwuję fenomen samoregulującej się natury. Fascynuje mnie jej niezależność, witalność i odporność. To krajobrazy pionierskie, w których możemy łatwo obserwować procesy wymiany oraz wzrostu. Takie siedliska uczą podejścia opartego na gospodarce cyrkularnej, poszanowania dla życia, autentyczności, pokazują wartość gleby. Badania psychologii środowiskowej podkreślają pozytywny wpływ takich środowisk na ludzi. Pod względem przyrodniczym krajobraz polskich miast jest wiec ciekawszy i bardziej bioróżnorodny.
Z zawodu jesteś zarówno architektką jak i architektką krajobrazu. Jakie elementy studiów architektonicznych wykorzystujesz w pracy architektki krajobrazu?
Najpierw studiowałam architekturę krajobrazu, a w jej połowie zaczęłam także architekturę. Pierwszy kierunek wyposażył mnie w szeroką wiedzę przyrodniczą dotyczącą roślin, fizjografii, funkcjonowania przyrodniczego, sprawiał jednak, że czułam ogromny niedosyt projektowania. Studiami architektonicznymi byłam zachwycona i realizowałam się tam z bardzo dużym zaangażowaniem. Na swojej drodze spotkałam niesamowitych prowadzących. Promotorem mojego dyplomu był Krzysztof Jaraczewski, od którego nauczyłam się projektowania narracyjnego, z silną ideą. Wybrałam architekturę krajobrazu, bo wydawała mi się wówczas obszarem bardzo zaniedbanym i niedocenionym. Moja naiwność polegała na tym, że nie zwróciłam uwagi na różnice pomiędzy zarobkami architektów i architektów krajobrazu… Miałam jednak szczęście, ponieważ w trakcie całej swojej aktywności zawodowej byłam niezależną projektantką, poza krótkimi epizodami, nigdy nie pracowałam dla kogoś. W takich okolicznościach łatwiej jest realizować swoje cele. We współpracy z biurami architektonicznymi musiałam wypracować sobie sposób komunikacji. Na Wydziale Architektury lubiłam konstrukcję, inżynieryjną stronę zawodu. Ten język, czy bardziej argumenty z tego zakresu, pozwoliły mi na swobodną rozmowę z wszystkimi uczestnikami procesu. Dziesięć lat temu spotkałam na swojej drodze moją obecną wspólniczkę – Magdalenę Wnęk, osobę niezwykle wrażliwą z ogromną wiedzą w zakresie aspektów przyrodniczych. Scaliłyśmy nasze doświadczenia tworząc pracownię topoScape. Połączenie architektury i architektury krajobrazu daje też świadomość, jak ważne jest włączanie w proces projektowy innych branż. Zmienne punkty widzenia – to bardzo cenne doświadczenie w projektowaniu.