Tylko beton i gęsta zabudowa
O muzyczno-architektonicznym teatrze multimedialnym z architektem Mathiasem Woo rozmawia Emilia Ignaciuk.
Pomimo wykształcenia architektonicznego większość swojej energii twórczej poświęcasz działalności scenicznej, którą ochrzciłeś muzyczno-architektonicznym teatrem multimedialnym. Dlaczego zdecydowałeś się pójść w tym kierunku? W moim odczuciu teatr i architektura mają podobną naturę. W porównaniu do filmu, który jest doświadczeniem dwuwymiarowym, obrazowym, teatr pozwala doświadczyć przestrzeni i czasu. Ma swój początek i koniec, co dla mnie jest koncepcyjnie podobne do architektury jako czegoś ulegającego przeobrażeniom w czasie. Coraz trudniej jest uprawiać architekturę w Hongkongu – u nas produkt końcowy jest z góry zdefiniowany przez przepisy budowlane i oczekiwania dewelopera. Wszystko, co tutaj powstaje, jest produktem inwestycyjnym. Wysokość stropu, technika konstrukcji itp. są ustandaryzowane, i ta tendencja narasta coraz bardziej w ciągu ostatnich 30 lat. Teatr daje mi więcej miejsca na eksplorację architektoniczną i tworzenie interakcji z przestrzenią.
Wygląda na to, że praca architekt w Hongkongu ogranicza się do projektowania wnętrz, ponieważ wolumetryka, faktyczna forma budynku są z góry narzucone. Nie projektuje się obiektu, a co najwyżej aranżuje. Nawet się go nie aranżuje, jest się po prostu biurokratą. W głównym nurcie branży istnieją dwa typy architektów: urzędnicy, których zadaniem jest spełnienie warunków wyznaczonych przez prawo budowlane, a także biznesmeni, zajmujący się architekturą jako biznesem, a nie architekturą jako taką. Charakter wszystkiego, co powstaje, a nawet wykończenia, jest ustalony odgórnie. Rola architekta została sprowadzona albo do tworzenia rysunków konstrukcyjnych, albo interakcji z klientami. Sposób, w jakim jesteśmy uczeni zawodu w Hongkongu, jest zachodni, ale nie praktykujemy tutaj na sposób zachodni, działamy w o wiele sztywniejszych ramach. Kiedy kształcimy się w dziedzinie architektury, słyszymy o kontekście, reagowaniu na lokalny klimat, potrzebach społeczności itd. Ale w praktyce zawodowej musimy o tym zapomnieć. Tylko beton i gęsta zabudowa.
To, co mówisz, jest fascynujące, ponieważ obiegowo Hongkong bywa postrzegany jako miejsce bardzo innowacyjne, odważne architektonicznie, swoiste laboratorium tego, czym może być miasto. Ale okazuje się, że w rzeczywistości wszystko, co tu powstaje, jest bardzo, bardzo uregulowane. Tak, nie ma tu miejsca na ekspresję wizualną ani na pokazanie indywidualnych potrzeb. Budowano tu odważniej w latach 80., ale dekadę później władze dokręciły śrubę. Nadal istnieje trochę interesującej architektury, gęstej zabudowy z lat 50. i 60., kiedy populacja Hongkongu znacząco wzrastała, a prawo budowlane nie było tak rygorystyczne. Te konstrukcje, powstające chociażby w takich obszarach miasta, jak Mong Kok, architektonicznie wyewoluowały z ufortyfikowanych wiosek (ang. walled villages – tradycyjne osiedla klanów mieszkających na terytorium obecnego Hongkongu, gęsto zabudowane wioski wytyczone na ortogonalnym planie, otoczone murem dla ochrony przed bandytami i piratami – przyp. red.). To budynki wykorzystujące w 100% powierzchnię działki, swojego rodzaju kieszonkowe przestrzenie, kompletnie podporządkowane podążaniu formy za funkcją i spełnianiu podstawowych potrzeb użytkowników. Nie wiadomo do końca, kto je projektował, powstawały całkiem organicznie. Obecnie prawdziwym laboratorium architektury jest Japonia. Można tam znaleźć wszelkiego rodzaju typologie, różne techniki konstrukcyjne, odmienne style: postmodernizm, dekonstruktywizm, modernizm, klasycyzm, o odmiennych funkcjach: kościoły, sale koncertowe, muzea. Myślę, że architektonicznie ten kraj ma więcej do zaoferowania niż Europa, ponieważ Japończycy są bardzo zainteresowani architekturą.
Wróćmy do Hongkongu. Wspomniałeś, że tu deweloper ma ogromny wpływ na formę końcowego projektu. Wygląda na to, że sama działka ma tak zawrotną wartość, że to, co zostanie na niej zbudowane, jest prawie nieistotne. Dla władz Hongkong był od zawsze środkiem do zarabiania pieniędzy, więc nikogo tak naprawdę nie obchodzi długoterminowy rozwój miasta. Pod rządami Brytyjczyków, w miarę jego rozwoju zabytkowe budynki w centrum wyburzano, a na ich miejscu budowano wieżowce, podczas gdy w samej Wielkiej Brytanii zachowanie lokalnej tożsamości było ważniejsze, więc istniejące zabytki otoczono ochroną. Podjęto konkretne działania, aby zdefiniować architekturę w pewnym narodowym kontekście. Kiedy jednak jest ona wyłącznie nieruchomością inwestycyjną, rządzi się innymi prawami. Nie ma czasu na powstanie przemyślanego projektu. Dopóki czegoś nie zbudujesz, póty dobrze się nie sprzeda. Nawet projekty luksusowych apartamentów są dość szablonowe, ponieważ w swojej istocie są raczej aktywami inwestycyjnymi niż przestrzenią do życia. Wystarczy, że spełnią podstawowe kryteria – nie zawalą się, i nie będą przeciekać. Ale nie tak powinniśmy definiować i projektować architekturę. W Hongkongu dominuje teraz pasywny model rozwoju. W latach 90. istniało większe zróżnicowanie obiektów komercyjnych, np. o funkcjach rozrywkowych, sale koncertowe i restauracje. Ale potem czynsze poszybowały w górę – zbiegło się to z okresem, w którym Hongkong stał się popularnym celem zakupów dla Chin, ponieważ powszechnie wierzono, że sprzedawane tutaj środki medyczne są bardziej skuteczne. Grunty stały się tak cenne, że z punktu widzenia dewelopera wystarczyło coś zbudować, a potem zbierać czynsz, nie wykonując żadnej dodatkowej pracy. W innych metropoliach, takich jak Londyn, typologie przestrzeni są bardziej zróżnicowane, miasto jest swoją własną osią czasu, na której można prześledzić jego rozwój. W Hongkongu wszystko jest od wczoraj.