Emilia Sobańska
Miasto jest żywym organizmem (...), dlatego podstawą pozostaje dla nas dobra urbanistyka oraz funkcjonowanie budynku w przestrzeni - mówi Emilia Sobańska w rozmowie z Aleksandrą Czupkiewicz [W WYDANIU CYFROWYM DŁUŻSZA WERSJA WYWIADU].
Choć inwestycja przy ulicy Żelaznej 54 wyraźnie odcina się wizualnie od najbliższego sąsiedztwa, to ma też, w moim odczuciu, cechy architektury budującej tło. Mimo mnogości form (zaokrąglenia, trójkątne przekroje) i faktur (ryflowania, perforacje) w budynku widoczne są też: modularny podział, powtarzalność, a więc konsekwencja.
Ulica Żelazna ma ciekawy i inspirujący kontekst. W bezpośrednim sąsiedztwie powstało wiele dużych, wielofunkcyjnych projektów rewitalizacyjnych. O budynku przy Żelaznej 54 myśleliśmy przede wszystkim w kategorii plomby: tj. kamienicy domykającej kwartał. Lubimy w nim to, że naprawdę uzupełnia miasto. Wola takiego scalania wciąż potrzebuje. Nie nazwałabym jednak naszego działania budowaniem tła, ale projektowaniem w kontynuacji. Staramy się, żeby nowe „rozmawiało” z kontekstem, parafrazujemy to, co zastane. Dawne wielkomiejskie kamienice w centrach miast operują zwykle podobnym językiem formalnym wynikającym z funkcji: na elewacjach widoczny jest rytm, podziały, powtarzalność, a pożądaną różnorodność zapewniają detale, materiały, faktury, barwy. W naszym budynku, właśnie w połączeniu tego formalnego języka kamienic z ciekawym detalem, szukaliśmy tożsamości współczesnej Woli.
Na przestrzeni kilku lat zalała nas fala mieszkaniówek i biurowców o podobnej różowo-czerwonej kolorystyce. Wspomnę chociażby biurowiec Duggan Morris w okolicy londyńskiego King’s Cross (2017), mieszkaniówkę Chipperfielda przy nowojorskiej Jane Street (2021), stołeczne apartamenty przy Warzelni JEMS-ów (2021) czy choćby Bernardyńską 4 we Wrocławiu, autorstwa Maćków Pracowni Projektowej (2024). Ile w wyborze kolorystyki Żelaznej 54 jest kontekstu, a na ile może być ona efektem tego, co jest modne, co się ogląda?
Kolor ceglany przywołuje wspomnienie o postindustrialnej Woli. Barwy czerwone, różowe, pomarańczowe są w moim odczuciu bardzo naturalne dla architektury. Oglądanie budynków na żywo czy studiowanie ich z gazet z pewnością pozostaje w głowach. Nie chciałabym jednak myśleć o naszej architekturze w kategorii trendów, bo nie taki jest nasz cel. Biorąc udział w konkursie na Żelazną 54, sprawdzaliśmy różne warianty kolorystyczne. Stanęło na kolorze ceglano-różowym i klientowi spodobała się ta propozycja. Warto dodać, że gdy zaczynaliśmy projekt, sąsiadująca z naszą działką niska kamienica była jeszcze przed modernizacją. Jej wcześniejszy różowo-fioletowy odcień zastąpił dziś biały tynk. Ostatecznie nasz budynek odcina się więc od otoczenia bardziej, niż było to zamierzone. Miasto jest żywym organizmem i dynamicznie się zmienia, dlatego podstawą pozostaje dla nas dobra urbanistyka oraz funkcjonowanie budynku w przestrzeni. Decyzje projektowe opieramy często na intuicji wynikającej z warsztatu – im więcej narysowanych projektów, tym szybciej dostrzegamy, co w danym miejscu będzie „działać”.
Na stołecznym Żoliborzu, przy ulicy Przasnyskiej 6B, opracowaliście projekt na bazie ustawy lex deweloper. Jak oceniasz ten proces?
Zacznę od tego, że na początku drogi zawodowej przez trzy lata pracowałam w Anglii, w dużym biurze architektonicznym Glenn Howells Architects (od 2023 roku Howells – przyp. red.). W przygotowywanych tam do pozwoleń na budowę projektach najistotniejszym elementem była koncepcja urbanistyczno-architektoniczna. Stanowiła ona bazę do dialogu i uzgodnień z miastem. W Polsce uzyskanie pozwolenia sprowadza się przede wszystkim do wykazania zgodności z prawem. To proces zamknięty, często bezosobowy, ograniczony do złożonych w tomach płaskich rysunków. Brakuje w nim szerszej rozmowy o projekcie, na której z kolei opiera się procedura ULIM (Ustalenie Lokalizacji Inwestycji Mieszkaniowej) i zastępująca ją ZPI (Zintegrowane Plany Inwestycyjne). W ramach tych trybów, w rozmowach z miastem oraz w trakcie konsultacji społecznych, zarówno architekci, jak i inwestorzy są zobowiązani do przedstawienia wartości proponowanej inwestycji, jej powiązań z otoczeniem i wpływu na nie. W przypadku Przasnyskiej 6B miasto dodatkowo połączyło ze sobą dwóch działających obok siebie inwestorów: Matexi oraz Eiffage wraz z dwoma zespołami architektów – odpowiednio SAAW oraz JEMS Architekci. Umożliwiło to wypracowanie spójnej idei i rozwiązań urbanistycznych oraz wspólnych dla obu inwestycji wartości, służących zarówno przyszłym mieszkańcom, jak i osobom już mieszkającym w sąsiedztwie. Tego typu współpraca jest dzisiaj trudna do wyegzekwowania przy standardowym uzyskiwaniu pozwolenia na budowę.
Poza samą procedurą wyzwaniem wydaje się także projektowanie na terenie Żoliborza. Dobra urbanistyka zobowiązuje, ale może też przerażać. Trudno jej sprostać, wkomponować nowy obiekt w skończony, dobrze działający układ zabudowy, zwłaszcza realizując architekturę komercyjną.
Żoliborz jest dla nas bardziej inspirujący niż przerażający. Z jednej strony będąc tam, czuć, że jest się w miejscu, które zostało wymyślone w całości, z drugiej – na naszej działce znajduje się budynek usługowy, którego najem wygasa, a obok funkcjonuje olbrzymi, prywatny, nieprzeznaczony dla mieszkańców parking. Mam więc poczucie, że wspólnie z JEMS-ami pracujemy na terenie będącym de facto wyrwą w miejskiej przestrzeni, którą staramy się wypełnić kawałkiem nowej urbanistyki. Nie dociskamy budynku na siłę tam, gdzie nie ma na to miejsca. Mówiąc o tej dzielnicy, najczęściej odnosimy się do jej starej części: pięknych układów urbanistycznych, wnętrz z dużą liczbą starych drzew i zielonych placów. Ale równie wspierające są dla nas opinie, które obok dawnej zabudowy chwalą też współczesne realizacje na Żoliborzu, np. osiedla projektu Mąka Sojka Architekci czy HRA Architekci. Pomimo dużo większej intensywności zespoły te mają świetny odbiór społeczny. Ludzie lubią w nich mieszkać – doceniają aktywne partery, małe wewnętrzne dziedzińce w sąsiedzkiej skali oraz przestrzenie wspólne i place, gdzie przesiadują starsi, a dzieciaki jeżdżą na rolkach. Takie głosy udowadniają, że mając dobre sąsiedztwo i wzorce oraz projektując w miejscu, które „działa”, trudniej jest to zlekceważyć. Kontynuacja tego, co dobre, jest znacznie łatwiejsza.