Dizajn na zawsze. Krzysztof Wyżyński
Nie ma mojej zgody na nijakość i unifikację, a także na żadną supremację kolorystyczną. Żyjemy w czasach, gdzie mamy największe możliwości, by tworzyć ciekawe rzeczy [W WYDANIU CYFROWYM WIĘCEJ ZDJĘĆ].
Krzysztof Wyżyński – fotograf czy projektant?
Chyba artysta wizualny, jakkolwiek pretensjonalnie by to nie zabrzmiało. Nie lubię szufladkowania, ale skoro określenie „kreator smaku i stylu” jest już zajęte, to pozostanę przy artyście wizualnym.
Od blisko 20 lat zajmujesz się fotografią. Skąd pomysł na produkcję lamp?
Wszystko zaczęło się około 2019 roku, kiedy zacząłem tworzyć lampy dla siebie, wykorzystując obiekty vintage, które latami kolekcjonowałem. Najpierw ustawiałem je w totemy na półkach, potem pojawiła się myśl, by dołożyć do tego światło. Bardzo lubię i cenię, gdy coś jest nie tylko estetycznie satysfakcjonujące, lecz także utylitarne. Te wczesne projekty bardzo podobały się moim gościom, zrobiłem więc kilka lamp dla znajomych. Potem był Instagram. Pierwsze lampy, które pokazałem w 2020 roku na moim profilu, spotkały się z bardzo pozytywnym odzewem, co ostatecznie przekonało mnie, że to, co robię, wykonuję dobrze i chcę pójść w tym kierunku. Doświadczenie zdobyte nie tylko w zawodzie fotografa, lecz także stylisty, praca ze światłem, kolorem i proporcjami bardzo się przydały. Zacząłem wtedy wchodzić w tak zwany wiek średni, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jest to najprawdopodobniej ostatni moment, by wejść na nową ścieżkę zawodową.
Twoje lampy to bardziej rzeźby niż klasyczny produkt. To połączenie zabytkowych form z elementami drukowanymi w 3D. Jak wygląda cały proces projektowy?
Wszystko zaczyna się od pojedynczego, szklanego klosza, który trafia w moje ręce. Patrząc na niego, wizualizuję sobie złożoną, totemową rzeźbę, która opowie pewną historię. Wówczas zaczynam szukać pasujących do projektu szklanych elementów i jest to najdłuższy proces, ponieważ bardzo zależy mi na jakości każdej części. Znalezienie odpowiednich kloszy, które pozwolą mi stworzyć lampę zgodnie z zamierzeniem, potrafi trwać miesiącami. Kiedy wszystkie szklane formy są już w mojej pracowni, razem z projektantem 3D zaczynamy przygotowywać elementy drukowane – podstawę, łączniki i inne części, które z kloszami stworzą integralną, stabilną całość. Każda lampa to oddzielna historia i wymaga nieco innych rozwiązań technicznych. Ale ten etap procesu projektowego, kiedy wszystko zaczyna składać się w zamierzoną całość, jest najbardziej satysfakcjonujący.
Znalezienie szklanych elementów z poprzedniej epoki, które by do siebie pasowały, dodatkowo w idealnym stanie, to dość karkołomne zadanie, chyba tylko dla wytrwałych. Skąd w Tobie taka cierpliwość?
Myślę, że nie tylko karkołomne, ale też bardzo ograniczające. Selekcja, jakiej dokonuję w trakcie tworzenia lampy, bardzo spowalnia proces produkcyjny – ale tak musi być, jeśli chcę dostarczyć produkt, który sam chciałbym mieć. Ostatecznie bilans zysków i strat (takich jak np. czas) wychodzi na plus, cierpliwość zostaje więc wynagrodzona, co bardzo dopinguje do dalszej pracy.
O swoich projektach mówisz Każda forma to jednorazowa impresja na temat zmysłowości i intensywności. To nieskrępowana zabawa formą i kolorem, gdzie przyjemność odbioru wzrokowego spotyka się z użytkowością. Ekspresja ujęta w ramy symetrii i porządku zaciera natomiast sztuczne granice między minimalizmem a maksymalizmem. Mam wrażenie, że to bardzo bliskie modzie. Czy to pokłosie fotografii modowej, która była i nadal jest ważnym elementem Twojego życia?
Można powiedzieć: czym skorupka za młodu nasiąknie... Procesem twórczym, niezależnie, czy jest to dizajn, moda, która jest przecież jego gałęzią czy fotografia modowa rządzą te same zasady. Gotowy produkt jest wypadkową aspiracji i możliwości. Z jednej strony mamy ekspresję, zabawę i kreatywność, a z drugiej szereg uwarunkowań technologicznych, materiałowych, finansowych, czy rynkowych, które będą miały wpływ na końcowy efekt. Oczywiście staram się, by szala z kreatywnością przeważała, ale współcześnie jest to możliwe tylko w przypadku niewielkich, autorskich projektów. I raczej nie modowych.