Filip Domaszczyński

Społeczna warstwa architektury jest naszą ścieżką zawodową. Emocje, które jej towarzyszą, są dla nas najważniejsze. Dzisiaj świadomie szukamy takich tematów [W WYDANIU CYFROWYM DŁUŻSZA WERSJA WYWIADU].
Domy dla osób w kryzysie bezdomności w Jankowicach (2019) i Warszawie (2023), szkoły, przedszkola, Centrum Aktywności Międzypokoleniowej na stołecznej Ochocie (2024) – wszystkie Wasze projekty mają charakter społeczny. Nie każda pracownia ma gotowość do zmierzenia się z takim wymiarem zawodu.
Może to dobrze? Nie każdy musi spełniać się w każdej dziedzinie i we wszystkich obszarach. Praca przy prospołecznych tematach jest mniej dochodowa niż przy komercyjnych – z tym trzeba się pogodzić – daje jednak dużo satysfakcji. Dla młodej pracowni znalezienie takich tematów nie jest proste. 20 lat temu zaczynaliśmy od działań w małej skali, bo te oferował nam rynek – kluby malucha, wnętrza dla dzieci. Po budowie pierwszego przedszkola przyzakładowego Żółty Słonik jego inwestor wrócił do nas z tematem domu dla bezdomnych w Jankowicach. Byliśmy zachwyceni. Powoli kiełkowało w nas przekonanie, że społeczna warstwa architektury jest naszą ścieżką zawodową. Emocje, które jej towarzyszą, są dla nas najważniejsze. Dzisiaj świadomie szukamy takich tematów.
Temat bezdomności jest niewygodny, niemedialny, a jeśli widoczny to raczej niechciany. A emocje, o których wspominasz, mogą być też trudne, wymagające dużej wrażliwości. Jak się przygotować do takich projektów?
Placówki opieki społecznej nie są, i nigdy nie były, tematem architektonicznie atrakcyjnym. Budynków o tym przeznaczeniu w Polsce się nie prezentuje. Może dlatego, że nikt się specjalnie nie przejmuje tym, jak wyglądają czy funkcjonują, powstają przy użyciu najprostszych środków. Podczas realizacji domu w Jankowicach mieliśmy szczęście trafić na świadomego inwestora, który chciał osiągnąć coś więcej niż tylko wybudować budynek zaspokajający bazowe potrzeby użytkownika. Warunki, w jakich przychodzi żyć osobom w kryzysie bezdomności w tzw. schroniskach, zwykle są bardzo złe. Już sama ta nazwa funkcjonująca w polskim ustawodawstwie brzmi urzędniczo, nieprzyjemnie – nie akceptujemy jej. Zaprojektowaliśmy dom, bo to słowo kojarzy się z bezpieczeństwem i ma przywrócić godność jego mieszkańcom. Podstawą przy takich tematach jest u nas wywiad, rozmowa z użytkownikami czy ekspertami społecznymi. Musimy wiedzieć, jak dane miejsce ma funkcjonować - tu nieoceniona jest pomoc opiekunów pracujących z osobami bezdomnymi czy w domach dziecka. Na równi interesują nas oczekiwania i marzenia mieszkańców. W przypadku osób bez stałego miejsca zamieszkania w grę nie wchodzi jednak żadne generalizowanie. To bardzo zróżnicowana grupa społeczna, bardzo różni ludzie. Przykładowo warszawski dom we Włochach to miejsce przejściowe pozwalające przezwyciężyć osobom w kryzysie pewne ograniczenia, aby po kilku miesiącach, czasem latach, mogli znaleźć odpowiednie dla nich rozwiązanie, np. dom opieki czy własne mieszkanie. Do Jankowic trafiają ci, dla których nie ma miejsca w systemie – są zbyt zdrowi, by zakwalifikować się do domu opieki, i zbyt chorzy, by funkcjonować samodzielnie. Dla części z nich ten dom jest ostatnim etapem życia. Jeśli usiądziesz na ławce przed budynkiem, od razu zaczynasz rozmawiać z mieszkańcami. Część przychodzi tam na papierosa, jedni chętnie rozmawiają, inni recytują wiersze. Reakcje są różne, ale takie doświadczenie może zmienić obraz osoby w kryzysie bezdomności.
Polskim budynkom lat powojennych często towarzyszyły malowidła i mozaiki takich artystów i artystek jak: Tadeusz Ciałowicz, Józef Hałas, Krzysztof Henisz, Helena i Roman Husarscy, Ewa Kulesza, Wanda Rodowicz i wiele innych. W Waszych najnowszych projektach występują elementy sztuki. Pielęgnujecie zagubioną tradycję czy przyświeca temu inny cel?
Na kontynuowanie tej tradycji, a częściej na jej brak, na pewno wpływa polskie prawo. We Francji 1% budżetu inwestycji publicznej przewidziany jest na realizację obiektu sztuki. U nas w zamówieniach publicznych dzieło artysty traktowane jest jak produkt budowlany. Projektant może jedynie scharakteryzować materiał. Możemy zatem wskazać miejsce dzieła sztuki, opisać je, ale wykonawcą dzieła zostanie ten, kto przedstawi najtańszą ofertę na drodze przetargu. Uważam, że wymaga to zmian Dla nas pierwsze spotkanie ze sztuką wielkoformatową w architekturze było dużym zaskoczeniem. W patio budynku w Jankowicach przewidzieliśmy fragment ściany na obraz, zakładając coś minimalistycznego. Tymczasem siostra Małgorzata Chmielewska (opiekunka domu dla bezdomnych) poinformowała nas, że znalazła w Krakowie artystę Marcina Czaję i przesłała nam gotowy projekt muralu, który zamiast jednej ściany zajmował dwie i był wielokolorowy, bo przedstawiał cztery pory roku. Jego sielski, ale zmienny klimat i kolorystyka świetnie jednak sprawdzają się w tym miejscu. Od tego czasu z Marcinem podjęliśmy współpracę jeszcze kilkukrotnie. W szkole dla dzieci z Ukrainy mural miał wnieść optymizm, przekazać jakieś wewnętrzne ciepło w tej trudnej dla nich sytuacji. W centrum Aktywności Międzypokoleniowej na warszawskiej Ochocie zależało nam na wyróżnieniu placówki opiekuńczo-wychowawczej, aby dać dzieciakom poczucie dumy z tego miejsca i przynależności do niego. Dodatkowo do współpracy zaprosiliśmy projektantkę i edukatorkę Izę Rutkowską, aby przeprowadziła warsztaty ze wszystkimi użytkownikami CAM-u. Efektem tych działań ma być sztuka. Jaką będzie miała formę? Jakie gabaryty? Tego jeszcze nie wiemy, ale współpraca w wymiarach lokalnym i społecznym zawsze dowartościowuje oraz dopełnia architekturę.