Karol Wawrzyniak
Olbrzymią siłą projektowania jest spojrzenie na sytuację tak, jakby się ją widziało po raz pierwszy - mówi w rozmowie z Aleksandrą Czupkiewicz Karol Wawrzyniak.
TOPROJEKT założyli Twoi rodzice, a dziś pracownię współtworzysz także Ty. O zaletach i wadach takiego układu na łamach „Architektury-murator” (02/2018) opowiadał już Twój ojciec – Marek Wawrzyniak. A jak według Ciebie dorastanie w domu architektów wpływa na wyczucie estetyki i przestrzeni dziecka, a później młodej osoby?
Nie miałem innego życia, więc ciężko jest mi tworzyć porównania. Moja żona nie jest architektką i nie czuję absolutnie żadnej różnicy pomiędzy wrażliwością jej a moją. Przeglądając rodzinne albumy, zauważam jednak, że w moich jest więcej zdjęć architektury. Rzeczywiście, w dzieciństwie często oglądaliśmy z rodzicami budynki, tylko czy dzieciak robi to świadomie? Pamiętam, że w londyńskim British Museum największe wrażenie zrobił na mnie sarkofag jednego z faraonów i to z jego powodu wróciłem tam kilkanaście lat później. Opowieści o gotyckich katedrach nie były dla mnie tak fascynujące. Mieszkaliśmy w bloku z wielkiej płyty. Na parterze działała organizacja dla dzieci z niepełnosprawnościami. Mój ojciec, jako absolwent Akademii Sztuk Pięknych, malował w tym czasie obrazy. W naszym małym mieszkanku było to niewygodne, więc w zamian za miejsce w tym lokalu zaczął prowadzić zajęcia plastyczne. Jeśli coś mogło mieć wpływ na moje wyczucie estetyki, to właśnie te spotkania, w których mogłem uczestniczyć jako dziecko. Czym jest projektowanie, w pełni poczułem dopiero po pierwszym semestrze studiów.
Jeśli nie dla dziecka, to może dla młodego adepta zawodu ten architektoniczny dom staje się odczuwalny w procesie nauki?
Na studiach porównujesz się głównie do rówieśników, a pasy międzykondygnacyjne czy ściany oddzielenia pożarowego nie stanowią istoty zajęć. Gdy stawiasz pierwsze, koślawe kroki, nie zawsze dobrze jest słyszeć, że coś ci się nie uda. Jeśli mówi to wykładowca czy pedagog, odczuwasz to inaczej, niż kiedy powie to rodzic pracujący w zawodzie. To może podcinać skrzydła. Dlatego – z jednej strony – bez bagażu rodzinnego na pewno jesteś bardziej otwarty. Z drugiej, jeżeli przez pięć lat studiów dostaniesz odpowiednią wiedzę z branży, to możesz być lepiej przygotowany do uprawiania tej profesji, bo wcześniej zmierzysz się z realiami.